— Podochocił sobie młody małżonek i bawi się tańcem.
— Ba, dlaczego nie ma się bawić? Żona jak cacko, a Koborowo to ponoć magnacka fortuna.
Był już jasny ranek, gdy mający nad wszystkim pieczę Krzepicki dał hasło do zakończenia balu. O ósmej dwadzieścia odchodził pociąg, którym młoda para udawała się do Koborowa.
Większość towarzystwa odprowadzała ją na dworzec kolejowy. Salonowy wagon, użyczony przez ministra komunikacji, był dosłownie zapchany kwiatami. Ostatnie życzenia, pożegnania, gwizdek lokomotywy i pociąg ruszył.
Nina i Nikodem kłaniali się, stojąc w otwartych oknach, z oddalającego się peronu powiewało ku nim mnóstwo chusteczek i kapeluszy, aż pociąg nabrał pędu i peron znikł w szarej mgle miasta.
Nina zarzuciła mężowi ręce na szyję.
— Boże! Jaka ja jestem szczęśliwa! Niku, powiedz, czym ja na to szczęście, czym na ciebie zasłużyłam?
— Czym?... hm... czym zasłużyłaś?...
— Tak, Niku, czym zasłużyłam, że ty, wielki, mądry, uwielbiany, że ty jesteś moim mężem? Czym?...
Dyzma zastanowił się i podrapał się w podbródek. Absolutnie nie mógł znaleźć odpowiedzi i to go poirytowało.