— Eeee tam — burknął — nie masz większego zmartwienia?!...

Zwarli się w pocałunku.

Drogę od stacji aż do pałacu wysypano gęsto tatarakiem, po bokach ustawiono dwa szpalery zielonych brzózek. Sam budynek stacyjny przystrojono zielonymi wieńcami, peron zatłoczyli robotnicy i oficjaliści koborowscy oraz liczni ciekawscy z całej okolicy. Wielu z nich wczoraj słyszało przez radio „Veni Creator518”, śpiewany przez znakomitych solistów, i chóry, i organy, i wiwaty na cześć pana młodego.

Toteż zainteresowanie było ogromne.

Gdy w oddali ukazał się pociąg, gwar rozmów ucichł jak nożem uciął, natomiast orkiestra amatorska huknęła marszem i zapanował nastrój uroczysty.

Na przód peronu wystąpili główniejsi oficjaliści519 i córeczka kierownika młyna parowego w białej sukience z bukietem polnych kwiatów.

Niestety, wagon salonowy, wskutek nieuwagi maszynisty, zatrzymał się znacznie poza środkiem peronu, między magazynem zbożowym a kioskiem dla pań i panów. Cała elita musiała tedy wraz z dziewczynką przegalopować się, by zdążyć na czas wysiadania państwa młodych. Nadbiegli w sam raz i dziewczynka wręczyła Ninie kwiaty. Miała zadeklamować wierszyk, lecz dostała tremy i mimo podpowiadań ani rusz ust nie mogła otworzyć. Nina wycałowała małą, podczas gdy Dyzma przyjmował życzenia, stojąc na stopniu wagonu.

Na zakończenie uznał za stosowane przemówić:

— Dziękujemy wam bardzo. I ja, i moja żona postaramy się, żeby nikt z was nigdy nie żałował tego, że tak serdecznie nas witał. Na razie dla uczczenia dnia naszego ślubu każę wszystkim bez wyjątku pracownikom wypłacić gratyfikację. Niech tam mnie kosztuje.

Huragan wiwatów był odpowiedzią na jego słowa, orkiestra rżnęła tusz.