— Śmieszne nazwisko — wzruszył ramionami Ponimirski.
— Więc wolał pan, żeby została nadal żoną kryminalisty Kunika? Co?
— No nie. W każdym razie... Przypuszczam, że pan, chociaż jesteś figurą wysoce obskurną, nie będziesz większym łajdakiem od Kunika. Jesteś na to zresztą za głupi, bo...
— Panie hrabio — przerwał Dyzma groźnie — radzę liczyć się ze słowami!
Ponimirski zamilkł.
— Zamiast mnie obrażać, dziękuj pan Bogu.
— Ho?!
— Tak, dziękuj. Bo ja nie będę znęcać się nad panem tak jak pański pierwszy szwagier. Przeniesie się pan do pałacu i będzie pan miał zupełną swobodę. Będziemy żyć razem, we trójkę, jadać razem, w gościnę jeździć i gości przyjmować...
Ponimirski ożywił się.
— Mówi pan serio?