— Niby jaki dystans? Chyba ten, że ja jestem normalny, a ty masz fiksum dyrdum we łbie. Słowem, wybieraj, jak chcesz. Powtarzam: pamiętaj, że ze mną żartów nie ma! A i w mordę potrafię dać tak, że wszystkie zęby wylecą!

Podsunął mu pod nos zaciśniętą pięść, lecz wbrew jego oczekiwaniu Ponimirski ucieszył się.

— Naprawdę? To ciekawe. Często słyszałem, że są takie uderzenia, ale nie zdarzyło mi się widzieć. Wie pan co? Zadzwonię na Antoniego, a pan zademonstruje na nim taki cios. Dobrze?

Już sięgnął ręką do dzwonka, lecz Dyzma powstrzymał go:

— Co pan strugasz wariata. Ja nie Antoniemu dam w mordę, a tobie. Spróbuj tylko. No więc? Zgadzasz się?

Ponimirski rozpaczliwym ruchem załamał ręce i ciężko westchnął:

— Och, cóż za poniżenie, co za upadek! Mam tego bałwana, tego mużyka525 nazywać „na ty” i na dobitek pakować angielszczyznę w ten tępy łeb? Co za czaszka, przecie to lombrozowska526 czaszka.

Dyzma podniósł się i spojrzał na zegarek.

— No, to bądź zdrów!

— Pan odchodzi?... Niech pan jeszcze posiedzi, bo mi nudno samemu.