Nina wstała, dając tym samym hasło do przejścia do salonu. W ogólnym gwarze nie słyszano sumitacji545 pułkownika.
— Proponuję przejażdżkę po jeziorze — zawołała jedna z pań. — Tak cudnie świeci księżyc!
Towarzystwo zgodziło się z ochotą.
Istotnie spacer był niezwykle miły. Jezioro leżało nieruchome jak płyta agatu546, usiane brylancikami gwiazd, wśród których jaśniał księżyc, mający wedle obliczeń wojewody Szejmonta co najmniej pięćset karatów547.
Gdy łódki wśród cichego plusku wioseł wysunęły się na wodę, zaczęto śpiewać.
— Jaka szkoda — westchnął Nikodem — że nie mam pod ręką mandoliny.
— Pan gra na mandolinie? — zdziwiła się panna Czarska.
— Gram. A szczególniej lubię grać w księżycową noc na łódce. Wtedy przychodzi natchnienie. Noc, księżyc, horyzontem pachnie...
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a starosta Ciszko zawołał:
— Że też pan prezes nawet nasze niewinne śpiewy wyśmiać musi.