— Ach, panie — wzruszyła ramionami pani Przełęska — czy panu prezesowi takie rzeczy leżą na głowie!

— Ja rozumiem — bronił się starosta — przecie czytałem, że Bank Zbożowy postanowiono zamknąć. Taki bank. Przykro jest twórcy takiego dzieła patrzeć na jego upadek... Prawda, panie prezesie?

— A może nie? — odpowiedział pytaniem Dyzma.

— I pomyśleć — ciągnął starosta — że zawsze i wszędzie najważniejszą rzeczą jest nie to, jak się robi, ile, kto robi. Póki pan prezes kierował bankiem, wszystko było dobrze.

— Może jeszcze się poprawi — wtrącił Dyzma.

— Ale! — machnął ręką starosta. — Wystarczyło kilka miesięcy, a już zbankrutował. Człowiek, tylko człowiek!

Święta racja — potwierdziła z przekonaniem pani Przełęska.

— Halo, Nikodem! — krzyknął z dalszej łodzi Ponimirski — może zaśpiewamy sobie oksfordzką piosenkę wioślarską? Co?

— Zaśpiewajcie, zaśpiewajcie — prosiły panie.

— Ależ ja nie mam głosu — z irytacją bronił się Dyzma.