Nina rozpromieniła się.

— Kochany! Jakiś ty dla mnie dobry! Ale, Niku, ja nie jestem taką egoistką, żeby ze szkodą dla ojczyzny starać się o zatrzymanie cię tutaj. Zrobisz, jak postanowisz, jednak, moim zdaniem, powinieneś ratować kraj.

— Tak myślisz?

— Ty sam wiesz najlepiej, co jest twoim obowiązkiem. Nie posądzaj mnie tylko, broń Boże, o snobizm. Zapewniam cię, że wolę być z tobą tutaj, niż nazywać się panią premierową. Jednakże wierząc w to, że ty z miłości dla mnie pozbawiasz państwo swojej ręki kierowniczej, napawa mnie niepokojem...

— Hm — zamyślił się Dyzma.

— Panie prezesie — rozpoczął Krzepicki, widząc skłanianie się pryncypała553 ku przychylnej decyzji — panie prezesie, ot już mam myśl. Wkrótce po objęciu urzędowania wyjedziemy do Londynu.

— Po co? — z niechęcią zapytał Dyzma.

— Po co? Po pożyczkę zagraniczną, kto inny nie dostałby, ale pan ma przecież tam szalone stosunki. Zapewne niejeden z pańskich kolegów oksfordzkich zajmuje teraz w angielskim życiu publicznym wysokie stanowisko. A nuż uda się panu prezesowi uzyskać pożyczkę?

Krzepicki nie zdawał sobie sprawy, że sam dobił swoje pragnienia.

Nikodem zmarszczył brwi i ręką dał mu znak, by zamilkł.