„Tak — myślał — zupełnie zapomniałem o tym... Jako premier musiałbym przyjmować różnych ambasadorów... Może nawet jeździć do Genewy. Wprawdzie mógłbym wziąć tłumacza, ale zaraz by wyszło na jaw, że ja oprócz polskiego to żadnym językiem ani be, ani me... I o tym parszywym Oksfordzie... A zresztą po co mi to?...”

Podniósł się z krzesła. Nina i Krzepicki patrzyli nań z niepokojem.

— Otóż postanowiłem — odezwał się głosem, któremu nadał ton bezwzględnej stanowczości — premierostwa nie przyjmuję.

— Panie prezesie, ależ...

— Żadnego gadania! Nie przyjmuję i już. Fertig554!

Krzepicki opadł na krzesło, Nina stała jak skamieniała.

Nikodem poprawił włosy, wysoko podniósł głowę i otworzył drzwi.

W hallu natychmiast zapanowało milczenie i wszyscy zerwali się na równe nogi.

Dyzma, nie zamykając za sobą drzwi, zrobił trzy kroki w kierunku doktora Litwinka. Rozejrzał się i powiedział cichym głosem:

— Panie Litwinek, powtórz pan panu prezydentowi Rzeczypospolitej, że za zaszczyt dziękuję, ale premierem nie zostanę.