Dyzma rozstawił bile i powiedział:
— Niech pani uważa, teraz tak uderzę swoją bilę, że ta dotknie obu pozostałych.
— Ale przecie to niemożliwe, one stoją nie na jednej linii.
— Właśnie — uśmiechnął się, zadowolony z efektu — cała sztuka karambolu polega na tym, że moja bila, uderzając o bandę120 w różnych miejscach, będzie nabierała różnych kierunków. Karambol tak wygląda. — Lekko uderzył swoją bilę i karambol udał się wspaniale ku podziwowi pań.
— Ależ to geometria — zdziwiła się pani Nina.
— Ha — dorzuciła Kasia — ja do takiej wprawy nie dojdę.
— A może pani spróbuje? — zwrócił się Dyzma do Niny.
— O, ze mnie to nic nie będzie — powiedziała, biorąc jednak kij do ręki. Nie wiedziała, jak ustawia się lewą dłoń, by zrobić z niej podpórkę, i Dyzma musiał ułożyć jej palce. Zauważył przy tym, że pani Nina ma bardzo gładką skórę. Przyszło mu na myśl, że te ręce na pewno nic nigdy nie robiły. „Jakie to szczęście — pomyślał — być tak bogatym, człowiek nie potrzebuje palcem ruszyć, wszystko zrobią za niego...”
— No, proszę pana — odezwała się Nina — mnie pan uczyć widocznie nie chce?
— Przepraszam. Tak sobie zamyśliłem się.