— Chociaż nie zawsze miłą dla otoczenia — zastrzegła się Kasia.

— Ale pożyteczną. Wolę szorstką prawdę od nieszczerych komplementów.

— O, te nie wydają się mi dziedziną pana Dyzmy. Niech pan powie — chciała go sprowokować Kasia — czy pan mówi paniom komplementy?

— Owszem. Jeżeli ktoś jest ładnym, mogę mu to powiedzieć.

— Tylko tyle? No, a na przykład mnie co by pan powiedział?

— Pani?... Hm... — Dotknął z namysłem swej wystającej szczęki.

Kasia wybuchnęła śmiechem.

— Widzisz, Nino, z jakim trudem panu to przychodzi! No, proszę pana, niechże pan coś powie. Jeżeli o całości nie może pan wyrazić się pochlebnie, może znajdzie się jakiś szczegół w mojej osobie, dla którego będzie pan łaskawszy.

Pod jedwabistym meszkiem jej brzoskwiniowej cery zaróżowił się lekki rumieniec. Pomyślał, że jest śliczna, lecz jakaś bardzo cudza, i że ma coś dziwnie drapieżnego w intensywnym spojrzeniu orzechowych oczu, wpatrzonych w Ninę.

— Owszem — odparł — ma pani ładne oczy.