„Zawsze można odwlec wylanie na parę dni... może nawet na parę tygodni...”
To jest myśl! Dobra myśl! Tymczasem może coś się zdarzy, coś się zmieni...
„Tak — zdecydował — nie ma gadania. Od jutra rana zachoruję i koniec”.
Długo namyślał się nad wyborem odpowiedniej choroby. Żadna zaraźliwa nie nadawała się, bo wysłaliby go może do szpitala. Żołądek też musi być zdrowy, bo mu jeść nie dadzą...
„A żeby tak reumatyzm?...”
Ucieszył się.
„To będzie najlepsze, bo choćby i doktora wezwali, to i ten nie pozna się”.
Gdy przyszedł lokaj prosić go na obiad, Dyzma miał już gotowy plan ciężkiego ataku reumatycznego w prawej ręce i w prawej nodze. Dziś przy kolacji zacznie się skarżyć na ból, a jutro wcale nie wstanie z łóżka.
Był tak kontent125 z pomysłu, że wpadł w doskonały humor.
Przy stole panował nastrój wesoły. Widocznie nieobecność pana domu wpływała dodatnio na usposobienie pań. Rozmawiano o projektowanym wyjeździe Kasi do Szwajcarii, gdzie miała studiować medycynę.