— Jak pani jest tutaj, to mi lepiej.

Spojrzała nań ze smutkiem i nic nie odpowiedziała. Nikodem pomyślał, że jednak ten obłąkany jej brat musiał mieć rację, że ona jest nieszczęśliwa. Nadarzała się sposobność sprawdzenia i innych jego informacji, toteż Dyzma powiedział:

— A pani ma zmartwienie jakie?

— Pan chyba jest jedynym człowiekiem w tym domu, który może powiedzieć, że jest mu dobrze.

— Dlaczego jedynym?

— Nic pana z tym domem nie wiąże... Mój Boże, przecie pan w każdej chwili może stąd uciec, uciec na zawsze.

Usta jej drżały, a w kącikach oczu zaszkliły się łzy.

— I ucieknie pan na pewno...

— Nie — zaprzeczył gorąco, pomyślawszy o swojej pensji — chciałbym tu pozostać jak najdłużej.

Zarumieniła się.