— Mówi pan szczerze?

— A po cóż miałbym zmylić. Pewno, że szczerze.

— Czyż towarzystwo istot nieszczęśliwych nie przeraża pana?

— Nie, bynajmniej, a po wtóre144, dlaczego pani ma być nieszczęśliwa? Kobieta młoda, zdrowa, bogata, ma życie wygodne.

— Ach — przerwała — czy można nazwać to życiem!

Dyzma spojrzał na nią z ukosa.

— Że to może mąż nie kocha?

— Mąż? — w jej rysach wyraziła się pogarda i wstręt. — Mąż... wolałabym, żeby mnie nienawidził. Zresztą, cóż mnie z nim łączy? On jest zajęty robieniem pieniędzy i tylko o nich myśli... Jego krąg zainteresowań jest mi tak daleki i obcy!... A znowu on sam nigdy nawet nie próbował odczuć mnie i zrozumieć...

Przygryzła wargi.

— Zresztą, po co to panu mówię...