Wówczas zaśmiała się swobodnie:
— I nie poznaje mnie pan?
Szeroko otworzył oczy. Istotnie wydawało mu się, że kogoś podobnego kiedyś widział.
— Nie poznaje pan? A ja pana poznałam od razu, tylko nie byłam pewna.
Swobodnie podała mu rękę:
— No? Nie pamięta pan kogoś nieznośnego z cichego dworku w Terkaczach?
— Lusia!?! — krzyknął Józef i zaraz się poprawił. — Panna Lusia!
— A widzi pan, wyrosłam.
— Mój Boże! — zawołał — to pani!?
— Nie ulega żadnej wątpliwości — powiedziała wesoło. — Bardzo się cieszę, że pana spotykam, ale co pan tu u nas robi?