Był to odpis listu, utrzymanego w niesłychanie ostrym i omal obelżywym tonie, a wymawiający pracę panu Fahrtouschckowi. Józefowi zrobiło się przykro:
— Doprawdy — zaczął — nie widzę powodu...
— Musiałem tak postąpić, nie ma gadania — przerwał mu Piotrowicz, chowając papier — sądzę, że będziecie zadowoleni.
— Ależ ja nie domagałem się satysfakcji!
— Zadośćuczynienia — poprawił Piotrowicz — nie satysfakcji, lecz zadośćuczynienia. Po co używać słów obcych, gdy się rozporządza polskimi. Musiałem wypędzić to indywiduum...
— To już może lepiej: osobnika? — z uśmiechem wtrącił Domaszko.
— Co? A... ma się rozumieć, dziękuję — roześmiał się Piotrowicz — zawsze jestem wdzięczny za wytykanie mi tych wstrętnych naleciałości.
— Wracając do rzeczy — zaczął Domaszko — ja bardzo chętnie dam ogłoszenia waszemu pismu. W ogóle z przyjemnością udzieliłbym poparcia finansowego zdrowym prądom w prasie...
— Prąd tego pisma jest najzdrowszy — apodyktycznie stwierdził Piotrowicz — ale czekajcie... chwilę!...
Zamyślił się.