— Tak, to byłoby najlepsze — powiedział jakby do siebie. — Słuchajcie, kolego, czy wy jesteście bogaci?
— No, bogaty nie jestem, ale zamożny tak.
— Nie o to chodzi. Widzicie, ja osobiście jestem kompletnie goły. „Tygodnik Niezależny” ma być wydawany kosztem niejakiego Berskiego. Ten Berski jest na ogół człowiekiem godnym zaufania. Jednakże mam pewne wątpliwości. Mianowicie obiły mi się o uszy pogłoski, jakoby żonaty był z Żydówką. To mi bardzo psuje szyki. Rozumiecie?
— Mniej więcej. Wasz tygodnik ma być antysemicki?
— Bynajmniej! Zresztą później obszernie wszystko wam wyjaśnię. Obecnie chodzi mi o zasadę: — czy moglibyście podjąć się zasilania gotówką mego wydawnictwa, gdyby wam odpowiadał jego kierunek.
— A czy to wymaga dużego nakładu pieniędzy?
— Nie, drobiazg. Zresztą wkrótce „Tygodnik” zacznie dawać grube zyski. Jestem przekonany. Więc w zasadzie moglibyście.
Domaszko zawahał się:
— Widzicie, kolego... jakby to powiedzieć... hm... ja sam od dawna myślałem... Wstępując na uniwersytet marzyłem o karierze pisarskiej...
— O!...