— Tym lepiej. Zatem między nami jest rzecz do omówienia i chcę to zrobić prędko, bo zależy mi na przyspieszeniu pierwszego numeru. Pozwolicie, kolego, że do was zadzwonię w najbliższych dniach. Oczywiście wolałbym mieć do czynienia z wami niż z Berskim. Cieszę się, żeśmy się spotkali.

Spojrzał na zegarek: — czwarta! — Darujcie, że was przeproszę, mam jeszcze dużo roboty.

Józef pożegnał się z nim serdecznie, o ile można było mówić o serdeczności w stosunkach z Piotrowiczem.

Wychodząc przez mały pokoik ujrzał pannę Hejbowską w płaszczu i kapeluszu. Widocznie czekała na niego. Zrobiło mu się bardzo przyjemnie. Ta śliczna panna to przecież wspomnienie najmilszych lat dzieciństwa w cichych słonecznych Terkaczach.

— No, nareszcie — przywitała go wesoło — już myślałam, że się nie doczekam.

— Naprawdę, pani była taka uprzejma...

— Nie uprzejma, tylko zaciekawiona, proszę pana... profesora.

Przypomniał sobie, że tak go nazywała ironicznie podczas lekcji matematyki.

— Jakaż pani była wówczas nieznośna! — westchnął.

— Ale teraz już pan się o to na mnie nie gniewa? — zapytała figlarnie.