— Nie — potwierdził, patrząc jej w oczy, które nic się nie zmieniły.
— Widzi pan, wówczas byłam na pana strasznie zła, bo pan zawsze udawał starszego.
Roześmiał się:
— Przecież byłem starszy.
— No tak, ale... Wie pan co? Chodźmy do cukierni, musimy się przecież nagadać. Dobrze?
Domaszko spojrzał na zegarek:
— Pani pewno jeszcze bez obiadu?
— Bez, ale na obiedzie muszę być u wujenki.
— U wujenki... u pani Szczerkowskiej?
— A tak! Pan wie? Ja teraz mieszkam u wujenki Szczerkowskiej, bo po Terkaczach zostały... gruzy.