— Dobrze.
— Jest tu taka maleńka na Brackiej.
Cukierenka była pusta. Zajęli stolik pod oknem. Podano im herbatę i ciastka.
— Skąd pan zna pana Piotrowicza? — zapytała Lusia.
— Jacka? Jacek to mój kolega gimnazjalny.
— Aha! A ja poznałam go u pani Krotyszowej. Pewno pan słyszał.
— Pani Krotyszowa?... Nie.
— Ach, to taki dom, gdzie zawsze pełno uczonych, literatów, poetów. Pani Barbara jest intelektualistką — dodała z powagą.
— Ale, przepraszam, panno Lusiu, czy... czy pani musi pracować?
— Ano właściwie muszę.