— To się zdarza. Zaraz, zaraz... Domaszko?... Domaszko... Aha! Był taki kronikarz w końcu osiemnastego wieku... Dokładnie sobie nie przypominam. To wasz przodek?

— Mój. Ale widzicie, jakby to powiedzieć... Właściwie wstydzić się tego nie trzeba... Ale moim naturalnym dziadem był... Juliusz Słowacki.

Piotrowicz zerwał się jak oparzony.

— Co? Kto?

— Słowacki — skromnie spuszczając oczy, powtórzył Józef.

— Niemożliwe!... To jest, przepraszam was, chciałem powiedzieć, zdumiewające!

— A jednak prawdziwe — wiedział, że zaimponował Piotrowiczowi i już nie żałował, że mu to powiedział.

— No dobrze — uderzył w stół Piotrowicz — ale na to trzeba mieć jakieś dowody! Czy są niezbite dowody?

Józef wzruszył ramionami:

— Sami rozumiecie, że oficjalnych dowodów być nie może.