— No, ale listy własnoręczne, jakieś pamiętniki, jakieś dedykacje, czy ja wiem.

— Owszem są — zaryzykował Domaszko — są listy Słowackiego do mojej babki. Wskazują one ponad wszelką wątpliwość, że między wieszczem a nią był romans. Poza tym... Jest pamiętnik mego dziada...

— Nadzwyczajne! Pokażcie.

Józef był na to przygotowany:

— Niestety, w tej chwili nie mogę służyć, gdyż wszystkie te dokumenty znajdują się u moich dalszych krewnych na kresach. Ale wkrótce je sprowadzę.

— Niesłychane — emocjonował się Piotrowicz — czy wy rozumiecie, co za olbrzymią wartość będzie miało to odkrycie dla historii naszej literatury!? Wręcz nieocenione! Przede wszystkim rzuci to zupełnie inne światło na ostatnie lata twórczości Słowackiego, bo przypuszczam... W którym roku miał miejsce ten romans?...

— W roku 1848.

— Do stu piorunów! Wówczas kończył Króla-Ducha!... Kolego! Jeżeli naprawdę jesteście wnukiem Słowackiego, obala to z kretesem bezsensowną plotkę o tym, że Słowacki był bezpłodnym mężczyzną...

— No chyba — zaśmiał się niezbyt szczerze Józef.

— Że nie zaznał nigdy fizycznej miłości! Upewniam was, że ja osobiście nigdy w to nie wierzyłem. Nie dalej jak przed kilku dniami mówiliśmy o tym z Jasiem Pękalskim i obaj doszliśmy do przekonania, że to niemożliwe. Jakże połączyć geniusz z eunuchostwem czy z innymi paskudztwami jeszcze gorszymi!? Bzdura i tyle. Szalenie się cieszę! I winszuję wam!