— Owszem, chętnie będę pisywał.

— Zatem w porządku. Teraz musimy opracować następny numer.

Postanowiono, że poza bieżącym materiałem drugi numer przyniesie artykuł Piotrowicza o konserwatystach pt. „Żabie trzęsawisko”, pracę Pękalskiego o nowych prądach w filozofii pt. „Odrodzenie hedonizmu”, atak Zaleskiego na militarystyczne filmy i studium Domaszki pt. „Wpływ klasycyzmu w wierszu Smutno mi, Boże Juliusza Słowackiego”.

Piotrowicz krzywił się trochę na to ostatnie, lecz wziąwszy pod uwagę rodowód autora i konieczność rozszerzenia działu kulturalnego, zgodził się.

Po konferencji Józef powtórnie przejrzał numer „Tygodnika” i doszedł do przekonania, że ostatecznie zbyt pośpiesznie nabrał do niego niechęci. Pismo wzięło na siebie ciężką i może niewdzięczną, ale przecież zaszczytną rolę czyściciela stajni Augiasza. Ostry ton jest znamieniem odwagi cywilnej i wiary w słuszność bronionej sprawy, a piętnowanie zła obowiązkiem dobrego obywatela kraju.

Wieczorem wybierał się do teatru z panną Lusią. Z rozczuleniem myślał, że będzie siedział obok niej i będzie mógł przez kilka godzin patrzeć na jej subtelny, pastelowy profil, na jej jasne włosy i świeże, lekko wypukłe usta. Nie spotkał jeszcze nigdy w życiu kobiety tak zachwycającej pod każdym względem.

Kończył właśnie toaletę, gdy stary Piotr oznajmił, że przyszła panna Bulkowska.

Józef tak daleko był myślami od niej, że potrzebował długiej chwili koncentracji uwagi, by zdać sobie sprawę, że to Natka.

U ciotki Michaliny nie był od kilku miesięcy. Małe, ubogie mieszkanko z ulicy Freta wyblakło w jego pamięci, straciło kształt rzeczywistości, wymazało się samo.

— Prosić, oczywiście, prosić!...