— Strasznie stęskniłam się za tobą — mówiła, patrząc w dywan — i tak sobie myślałam, że cóż mi po życiu... Jak to było dobrze, kiedyś ty u nas mieszkał...
Józef spojrzał na nią z przestrachem:
„Zwariowała” — pomyślał.
— Nikt mnie nie kochał — ciągnęła urywanym głosem — nikt oprócz ciebie... i tak sobie myślałam, że po prostu przyjdę do ciebie i powiem...
Zagryzła blade wargi i wybuchnęła płaczem.
— Natko! Uspokój się — westchnął.
Wyglądała tak żałośnie i biednie. Usiadł przy niej na kanapie.
— Nie płacz, Natko, to nerwy. Uspokój się.
Pochyliła się na jego ramię. Łzy spływały jej po rękach i spadały mu na gors sztywnej koszuli.
„Ładna historia — pomyślał — trzeba będzie koszulę zmienić!”