Świat na ogół jest urządzony mądrze i pięknie, tylko Rosiczka jest głupia i ma piegi.
Od trzech dni nie był u Neumanów. Jednak należy do nich wstąpić dla samej przyzwoitości. Byle nie jutro.
Spał świetnie i śniło mu się, że płynie żaglowym jachtem po bezbrzeżnym morzu, i że panna Lusia siedzi w trzcinowym fotelu tuż przy nim.
W „Polimporcie” czekał nań Kowalnicki.
— Mam dla pana pewną propozycję — przywitał go Józef — czy panu zależy na pozostaniu w Warszawie?
— No, wolałbym...
— To szkoda. Ja myślałem, że pułkownikowi nie zrobiłoby różnicy zamieszkanie w Katowicach. Mój znajomy ma tam przedstawicielstwo łożysk kulkowych i dałby panu dobre warunki.
— Ech — machnął ręką Kowalnicki — mnie tam wszystko jedno. Czy tu zdychać, czy tam...
— No, pułkowniku, po co używać takich przesadnych określeń. Więc? Pojedzie pan?
— Nie, nie pojadę. Widać już do niczego jestem, skoro w Warszawie nic pan dla mnie znaleźć nie może.