— Ale przecież ja nic nie napisałem jeszcze — zdetonował się Józef.

— No tak, ale pan dał na to pieniądze.

— Bardzo cenię zdanie pani Szczerkowskiej, ale obawiam się, że jest dla mnie zbyt pochlebne.

— O, nie! — gorąco zaprzeczyła Lusia i zarumieniła się.

Byłby upadł przed nią na kolana za ten rumieniec.

— Panno Lusiu — powiedział — pani dobroć działa na mnie jak balsam. Gdy jestem z panią, zdaje mi się, że oddycham jakimś innym powietrzem.

Powiedział to szczerze, lecz ponieważ milczała, przyszło mu na myśl, że całe jego odezwanie się było nieznośnie banalne i głupie. Dlatego dodał:

— Jak pani widzi, jestem usposobiony lirycznie.

— I mnie z panem dobrze — uśmiechnęła się.

— A może pójdziemy na kawę?