Roześmieli się.
Po obiedzie Józef z Lusią poszli do kina. Wyświetlano bardzo sentymentalny film amerykański z szablonowo pomyślanym zakończeniem. Pomimo to oboje uznali, że bawili się wybornie.
„Tak — myślał Józef, wracając do domu — nie ulega wątpliwości, że panna Lusia żywi dla mnie jakieś głębsze uczucia. A ja?...”
Gdyby nie odznaczał się dużą powściągliwością, przyznałby, że ją kocha. Żadna z kobiet, z którymi spotykał się dotychczas w życiu, nie zajmowała go tak bardzo, z żadną nie czuł się tak dobrze.
„Zdaje się, że znalazłem kobietę, z którą się ożenię”.
W domu dowiedział się, że kilkakrotnie dzwoniła pani Neumanowa. Skrzywił się:
— A co jej Piotr powiedział?
— Ano nic, powiedziałem, że jak panicz wróci, to powtórzę.
Nie było rady, trzeba było zatelefonować. Spodziewał się kwaśnego przyjęcia, lecz mecenasowa była słodka, niczym lukrecja.
— Jak można tak zapominać o przyjaciołach, a fe, panie Józefie.