Oczywiście, panna Rosiczka jest jeszcze bardzo młodziutka, impulsywna i niezrównoważona, dlatego też zerwała z nim, ale da się ją udobruchać i Józef, jako człowiek prawy i uczciwy, zrobi wszystko, by stosunki naprawić. Jeżeli mecenas sądzi, że jego obecność na dancingu „Latarni” w „Europejskim” jest konieczna i wskazana, Józef, oczywiście, zjawi się. Wprawdzie widzi niejaką przesadę w użytych przez pana mecenasa określeniach „złamanego życia” i „rozpaczy wiośnianych uczuć”, jednakże wobec panny Rosiczki gotów jest wziąć na siebie winę nieporozumienia i uszanować uzasadnione jej i godne szacunku ambicje.
Traktat został zawarty, w następstwie czego baterie szeregiem salw uświetniły tę historyczną chwilę, po czym obie armie zgodnym, choć nieco chwiejnym krokiem opuściły plac boju.
Józef pojechał do domu i oświadczył Piotrowi, że nieco się zdrzemnie. Gdy obudził się, było już ciemno, a zegarek wskazywał dziesiątą, zaś nieznośny szum w głowie i niesmak w ustach przywołał na pamięć dzieje minionego dnia.
Była to jedna z najbardziej przykrych nocy, jakie zdarzyły się w dotychczasowym życiu Józefa Domaszki. Rozpamiętywanie kapitulacji i popijanie wody sodowej z cytryną miały zastąpić sen. W dodatku nie zobaczył się z panną Lusią, nie rozmówił się z Piotrowiczem, nie podpisał czeku na pensje dla współpracowników pisma — zmarnował dzień, dzień ważny i brzemienny w następstwa.
Czuł dla siebie pogardę, żal do przebiegłego adwokata i wstręt do alkoholu. Obraz świata nabrał mrocznych barw, a własna jego sylwetka znaczyła się w tym ponurym pejzażu jako czarna plama.
Przy goleniu skonstatował, że ma twarz jakby obrzękłą i sińce pod oczyma, w których zauważył cień głębokiego cierpienia.
Było jeszcze bardzo wcześnie, wyszedł więc na spacer i przypadkowo skierował się na Wilczą. Jeżeli panna Lusia nie spóźni się do pracy na godzinę ósmą, to powinien ją spotkać, spotkać to anielskie stworzenie o głosie, którego brzmienie jest uniwersalnym lekarstwem na wszelkie dolegliwości.
Że panna Lusia była punktualna, przekonał się o tym z łatwością, widząc już z daleka szary kostium i niebieski kapelusik.
— O! — zawołała, zaskoczona jego obecnością na tym przystanku.
— Co panu?! — zapytała, gdy pocałowawszy jej rękawiczkę, podniósł swą umęczoną twarz.