— Niech pani nie pyta — jęknął — miałem pewne przeżycie. Ale to już minęło — pospieszył ją uspokoić.
— Biedny pan Józef — nieznacznie ścisnęła jego rękę — i taki dobry, że przyszedł...
— Dla siebie dobry — blado uśmiechnął się Józef.
— I dla mnie — powiedziała z przekonaniem. — Może pójdziemy pieszo?
— Z rozkoszą.
— Czemu pan wczoraj nie był w redakcji? — spojrzała nań z pewną dozą podejrzliwości, lecz widząc, że widocznie dotknęła niezabliźnionych ran, roześmiała się:
— Trochę byłam na pana zła, bo jestem nieznośną egoistką, ale i mnie już przeszło. Wyobrażam sobie, co to za piekło będzie dziś w redakcji z racji wyjścia numeru.
— A czytała pani w odbitce mój artykuł?
— Czytałam — kiwnęła główką.
— No i jakże? — zapytał z trwogą w głosie.