Długo patrzył za nią i stałby tu jeszcze, gdyby nie obawa, że ktoś z personelu redakcyjnego może go zauważyć w tej komicznej kontemplacji.

Niechętnie powlókł się do „Polimportu”. Co za szaleństwo! Obiecałem mu, że pójdę na ten dancing! Ba! Dałem słowo!

Mózg mu dzisiaj ciężko i niesfornie pracował, dlatego postanowił odłożyć wszelkie medytacje do jutra.

W swoim gabinecie zastał Weisblata. Ponieważ spodziewali się go dopiero za dwa tygodnie, zdziwił się:

— Co się stało?

— A co się miało stać? Żeby ich cholera wzięła — zaklął Weisblat.

— Kogo?

— Straż celną.

Józef zniżył głos:

— Kokainę złapali?