— Skoro pani chce wydawać po dwadzieścia złotych na szarlatanów...
— Ależ ja nie pójdę do niej! Przysięgam panu!
— Mam nadzieję, że pani dotrzyma obietnicy.
Zadzwonił telefon. To Piotrowicz dopominał się czeku na wypłatę poborów.
— Już idę do was, za dziesięć minut będę — zapewnił go Józef.
Na ulicy zatrzymał się przy koszyku z gazetami, kupił „Gońca Stołecznego” i siadając do taksówki, przeczytał ogłoszenie.
„Ciekawe — pomyślał — że też ludzie dają się nabierać takim oszustkom”.
Złożył gazetę i schował do kieszeni.
„Z drugiej strony dwadzieścia złotych to jeszcze nie majątek. Tylko mieszka na końcu świata: Praga, Stalowa 74 i mieszkanie 26, to pewno na czwartym, a może i na piątym piętrze”.
W redakcji panował nastrój gorączkowy.