— Nie, tego nie lubię. Już wolę, by pan przychodził z niezawiązaną muszką. Będę się poświęcała.

Przemknęło mu przez myśl, że jeżeli zechce zostać jego żoną, nie będzie potrzebował przychodzić.

Wszedł służący. Panią Szczerkowską proszono do telefonu.

Zostali sami i Józef wciąż stał nieruchomo przy łóżku. Lusia przyglądała się przez moment jego niewyraźnej minie, zaśmiała się i kazała mu usiąść na foteliku tuż przy łóżku.

— Śmieje się pani ze mnie — westchnął z rezygnacją.

— Nie z pana, tylko do pana — zrobiła zalotną minkę.

— Panno Lusiu!

— Co, panie Józefie? — kokietowała go.

— Panno Lusiu — nie panował już nad sobą — pani jest taka dobra, taka szalenie miła, ja po prostu... no!...

Wybuchnęła śmiechem. Jej świeże usta rozchyliły się, oczy zwężyły się, a ręce (najpiękniejsze ręce na świecie) wyciągnęły się do niego.