Zakryła oczy długimi, wygiętymi rzęsami.
— Nie ośmieliłbym się nigdy... Ale wydawało mi się, że pani mnie chociaż odrobinę lubi... A pani tak płakała. Jeżeli obraziłem panią...
Potrząsnęła główką (najpiękniejszą główką na świecie) i zaprzeczyła:
— Nie, nie...
— Przestraszyłem panią moim niewczesnym... wyznaniem.
— Ucieszył mnie pan, panie Józefie.
Nie rozumiał: — po cóż zatem płakała?
— Tylko nie spodziewałam się. Wiem, że zachowałam się jak gęś, jak głupia gęś.
— Ale, broń Boże! — zawołał oburzony.
— Niech pan daruje... Ale pan teraz pewno zmieni zdanie o mnie — spojrzała mu błagalnie w oczy, a widząc jego rozmodloną minę, westchnęła z ulgą i powiedziała: