Wybuchnęła śmiechem (najcudowniejszym śmiechem na świecie):

— O! Więc musiałyby stale zmieniać swój zapach, gdyż ja wciąż nie mogę zdecydować się na stałe perfumy. Niech pan siada. Ja siądę tu, tyłem do okna.

— Żeby światło nie raziło? — podsunął jej fotel.

— Nie, nie to, tylko widzi pan, my kobiety już w pewnym wieku zajmujemy zawsze taką pozycję, by światło nie demaskowało zmarszczek i innych braków naszej urody.

Śmieli się oboje.

— Chce pan herbaty czy kawy?

— Dziękuję, panno Lusiu, nie, chociaż kawę pokochałem na całe życie od dnia wczorajszego.

— Kawę? Myślałam, że mnie — powiedziała z udawanym rozczarowaniem.

— Panno Lusiu! Ja pokochałem wszystko, co w ten najpiękniejszy wieczór było przy pani. Pokochałem tę poduszeczkę, na której spoczywała pani główka, tę kołderkę, która otulała panią, to łóżeczko! Wszystko!

— Zapomniał pan o jaśku.