— I jasiek też! — dodał z zapałem.
— No, a mnie? — dopominała się.
— O! Panią od dawna i ja w ogóle nie wiem, czy to można nazwać miłością? To jest uwielbienie uwielbień! To jest szczęście!
— Tak — zamyśliła się — to jest szczęście, panie Józefie.
— Czemu pani, panno Lusiu, tak oficjalnie mnie nazywa? — powiedział ze skargą w głosie.
— Więc panie Józiu... Nie... Panie Józku. Prawda? Pan Józek? To ładnie.
— Nie lubię swego imienia, jest takie pospolite.
— Jest częste, ale to nie znaczy — pospolite.
Zastanowił się i pokiwał głową:
— W ogóle, panno Lusiu, ja jestem pospolity.