— Więc pozwoli mi pani?

Spojrzała nań z przykrym zdziwieniem:

— Jak ja w ogóle mogę panu pozwalać lub zabraniać. Pan jest dziwny.

— Ach, mnie chodziło o to, czy pani tym nie sprawię przykrości...

Zaczął wyjaśniać, skąd w ogóle powstała myśl wizyty u pani Krotyszowej, lecz Lusia jeszcze długo nie dała się rozchmurzyć.

Domaszko był zrozpaczony. Pragnąc dać ujście swemu rozżaleniu, zaczął opowiadać o przykrościach, jakie ma ze swymi wspólnikami w firmie. Są to ludzie nieokrzesani i na punkcie etyki pozostawiający wiele do życzenia.

— Czy okradają pana? — zapytała.

— To nie, przynajmniej, jak dotychczas, nie miałem sposobności zauważyć. Ale innych, klientelę... Muszę nieustannie kontrolować każdy ich krok. A to jest bardzo nużące i degustujące.

— Czemuż pan nie rozstanie się z nimi?

— Niestety jest to niemożliwe.