— Ze względów finansowych?

— Tak — potwierdził — i z prawnych.

Lusia potrząsnęła głową:

— Ale powinien pan to zrobić. Skoro nie wierzy pan w ich uczciwość, a ich sposób bycia razi pana, powinien pan dążyć do rozwiązania spółki. Znajdzie pan innych. Przecież uczciwych i sympatycznych ludzi nie brak.

Józef zamyślił się. Nie miał ani cienia zamiaru przeprowadzania jakichkolwiek zmian w „Polimporcie”, ale słowa panny Lusi tak wybornie pasowały do jego stosunków z Piotrowiczem, profesorem, wszystkowiedzącym i wścibskim Żurem i z całą tą paczką zawadiaków.

Tak, trzeba z nimi zerwać i koniec. Lusia ma rację. Każdy dzień zwłoki jest nonsensem.

— Nad czy pan myśli?

— Myślę, panno Lusiu, że pani mądrze radzi i że do rady pani trzeba się zastosować.

— O! — zarumieniła się.

— Pani w ogóle jest skarbem, na który ani w setnej części nie zasłużyłem.