— Jestem zwykła gąś. Ależ tak! Pan nawet nie ma pojęcia, jaka ja jestem gęś.

— Jeżeli takie byłyby gęsi, to na ziemi byłoby mnóstwo aniołów — zapewnił rzeczowo.

W przedpokoju rozległ się głos pani Szczerkowskiej i rumor przenoszenia jakiegoś ciężaru.

Lusia zerwała się i zbladła.

— Co to jest — przestraszył się — co pani?

— Nic, nic... Boże drogi...

— Panno Lusiu! Niechże pani usiądzie! Pani nie jest jeszcze zupełnie zdrowa.

Opadła na fotel i zakryła oczy.

— Może pani wody przynieść?

Nie odpowiadała, więc chciał pójść do jadalni po wodę, ale ona zatrzymała go skwapliwie: