— Słyszałem o panu wiele.
— Zapewne od Piotrowicza.
— O nie. Tego, co mówi pan Piotrowicz, nigdy nie biorę serio. Czy pozwoli pan, że będę otwarty?
— Ależ proszę.
— Uważam pana Piotrowicza za człowieka wielkich zalet, ale narwańca.
— O, co to, to tak — westchął Józef.
— Zdaje się, że pan ma dostateczne powody, by być mego zdania?
— Nie poskąpił mi ich.
— Tak, to narwaniec i ma pasję do sądów apodyktycznych. Przyznam, że dziwiłem się temu, że pan jemu powierzył prowadzenie swego pisma.
— Tak się złożyło.