— Z pańskiego wyrazu twarzy wnioskuję, że nie uważa pan tego „złożenia się” za specjalnie korzystne dla siebie.

— Powiedziałbym nieprawdę, gdybym zaprzeczył.

Swojski podciągnął nogawki świetnie zaprasowanych spodni:

— Jeżeli pan nie czuje się zbyt uszczęśliwiony towarzystwem Piotrowicza — powiedział, podnosząc brwi — nie rozumiem, dlaczego pan z nim pozostaje.

— Bo i ja nareszcie przestałem rozumieć. Dlatego też postanowiłem raz wreszcie z tym skończyć.

— A... więc wylewa pan Piotrowicza?

— Jak to wylewam?

— No, daje mu pan dymisję?

Domaszko szeroko otworzył oczy. Rzeczywiście nie rozumiał, co Swojski ma na myśli.

— Przecież pan jest wydawcą „Tygodnika”, pan jest właścicielem tego pisma?