— Ja wiem, że sprawiłam panu wielką przykrość!...
— Broń Boże — zapewniał.
— Ale przecież ja... ja nie dlatego pana kocham, że Słowacki był pańskim przodkiem, tylko kocham pana dla niego samego.
— O, panno Lusiu — rozczulił się — pani jest najlepszą, najcudowniejszą istotą, jaka istnieje na świecie.
— Ale ja pana skrzywdziłam i muszę ponieść karę — upierała się. — Jakiej pan żąda kontrybucji?
— Jeżeli tak, to proszę o rączkę do pocałowania.
Udała, że zastanawia się.
— Owszem — odezwała się po chwili — ten warunek jest do przyjęcia, ale proszę zamknąć oczy i dać słowo, że pan nie spojrzy, póki nie powiem „już”.
— Dobrze, daję słowo.
— No to proszę zamknąć.