Siedział nieruchomo z zamkniętymi oczyma i nagle poczuł na wargach najpierw lekkie muśnięcie przecudnie delikatnych ust (ust najpiękniejszych i najsłodszych na świecie!), a później krótki mocny pocałunek.

Zakręciło mu się w głowie i żeby nie to, że dał słowo, porwałby ją w ramiona.

— Już! — krzyknęła Lusia.

Otworzył oczy: — stała przed nim zarumieniona z miną małej dziewczynki, która przed chwilą spłatała komuś bardzo miłego figla i teraz jest ciekawa efektu.

Zerwał się i runął przed nią na kolana, a zrobił to tak niespodziewanie, że Lusia po prostu przestraszyła się.

— Panie Józku!

— O, moja najukochańsza!

— Co się tam stało? — rozległ się z sąsiedniego pokoju głos pani Szczerkowskiej.

— Nic, wujenko.

— Wywróciliście coś?