Józef nie wytrzymał i krzyknął ze stopni wagonu:
— Wojtek! Wojtek!
Szofer przecisnął się przez tłum i nie zdejmując czapki, zapytał:
— Czy to państwo do Jarzębowa?
— Wojtek, nie poznajecie mnie?
Szofer przyjrzał się Józefowi i z wolna na jego twarzy zjawił się rumieniec:
— A toż chyba nie panicz Józiek od pana rządcego? — powiedział z powątpiewaniem.
— A ja, ja, we własnej osobie — cieszył się Józef — a panienki Lusi nie poznajecie?
Wojtek zdjął czapkę:
— Boże kochany! Że też to mnie nie powiedzieli, po kogo jadę — był zdetonowany i śmiesznie przestępował z nogi na nogę.