— Co tam oczerniła — wzruszył ramionami Cześniak — całkiem zwyczajnie. Zażądałem, jakeśmy się zaręczyli, by przyznała się, dlaczego nie jest w porządku, to mi i powiedziała z płaczem, że to z panem. Ot i wszystko.

— A... a wie pan, że wówczas nie miałem jeszcze dziewiętnastu lat?

— Wiem i nie winuję73. Ludzka rzecz. I nie mówiłbym, gdyby pan takich fochów nie robił.

Józef przygryzł wargi, wydobył z szuflady biurka książeczkę czekową. Powoli odkręcił wieczne pióro i wypisał czek:

— Proszę.

Cześniak nie ruszył się z miejsca.

— Proszę, oto czek na osiem tysięcy — potrząsnął papierkiem Józef.

— Ja tak nie wezmę — powiedział Cześniak.

— Aha! — ironicznie uśmiechnął się Józef — teraz osiem już nie wystarczy?

— Ech, z pana to też człowiek! Gdyby o mnie chodziło, to i złamanego szeląga od pana nie wziąłbym. Ale dobrze. Niech pan tylko da mi podpisać weksel, że ja od pana pożyczyłem osiem tysięcy.