— Weksel? Po co?

— Bo ja oddam. Procenty panu będę płacił, a jak czego się dorobię, to ratami spłacę.

Józef szeroko otworzył oczy. Nie ulegało wątpliwości, że miał do czynienia z uczciwym człowiekiem, któremu ani przez chwilę nie przyszło na myśl szantażowanie przyszłego szwagra. Wstał i wyciągnął doń rękę:

— Panie Cześniak, proszę mi darować. Nie chciałem pana obrazić.

Cześniak podał swoją i bąknął:

— Nie każdy jest świnia, choć bywa bez chleba.

— Panie drogi, niech pan to weźmie, po prostu jako prezent.

— Co to, tonie.

— Dlaczego?... No więc dobrze, to poślę czek Natce jako podarunek ślubny, tego mi pan nie zabroni?

— A, to już nie moja rzecz.