Józef wahał się chwilkę, podarł czek i wypisał nowy na okrągłe dziesięć tysięcy. W tym miesiącu z samej kokainy otrzymał dwanaście. Niech sobie mają.

Nacisnął dzwonek i kazał Piotrowi poprosić panią Bulkowską.

— Ciociu — zaczął — otóż doszliśmy z panem Cześniakiem do porozumienia. Ponieważ on nie chce nic przyjąć, więc pozwolę sobie wręczyć ten papierek dla Natki na prezent ślubny. Za tym papierkiem w banku wypłacą dziesięć tysięcy złotych.

— Jesssusss, Maryja! — jęknęła pani Michalina.

— Otóż tak. Z tego niech użyją na warsztat ile trzeba. Reszta przyda się im na urządzenie się po ślubie.

— O, Boże drogi, jakże ja mam dziękować! Takie pieniądze!

— Niech ciocia nie dziękuje. Ja mam dla siebie za dużo, a wy jesteście moje najbliższe krewne. Niech ciocia powie Natce, że jej winszuję takiego zacnego i uczciwego człowieka jak jej mąż. W dzisiejszych czasach to rzadkość.

— Zbyt pan łaskaw — skłonił się Cześniak.

— Nie, panie, nie zbyt. I powiem panu, że ile razy potrzebna panu będzie pożyczka, poręczenie czy żyro na wekslu, zawsze może pan na mnie liczyć.

— Bardzo dziękuję.