— Ale ja mam też jeden warunek. Z tego, co oboje macie, można wychować syna, ale trudno go będzie kształcić. Otóż ja chcę wziąć na siebie koszty jego nauki. Sprowadzicie go, oczywiście, do siebie. Prawda?...
— No pewno, bo jakże?
— Tedy trzeba go oddać do szkół. Ile on ma lat?
— Ano na świętego Michała będzie mu dziesięć — obliczyła ciotka Michalina.
— Dziesięć? Więc trzeba go oddać do gimnazjum. Chcę, żeby mój siostrzeniec wyszedł na ludzi. Tu już chyba pan nie będzie miał nic przeciw?
— Cóż mogę mieć? Chyba tylko dziękować za małego.
— A na ślub myślę, że mnie zaprosicie. No to żegnajcie z Bogiem i pamiętajcie o mojej przyjaźni. Chłopca, jak przyjedzie, też chciałbym zobaczyć.
Pożegnał ich prawie serdecznie i odetchnął z ulgą:
— Dziwny jest ten Cześniak.
Po pewnym czasie ponownie przeczytał list od Lusi.