— Nie mówiłem tego...
— A teraz z ręką na serduszku proszę mi powiedzieć, czy nie podobam się panu? Tylko szczerze! Jeżeli odpowie pan szczerze, dostanie pan nagrodę. No?
Józef skurczył się. Ostatecznie cóż szkodzi, że jej przyzna urodę? Każdy by przyznał...
— Owszem, panienka mi się podoba — wykrztusił.
Powoli wzięła w ręce jego głowę, przechyliła w tył i mocno pocałowała w usta. Uczuł na wargach lekkie muśnięcie języka i wyrwał się, gdyż ujrzał stojącą na progu panią Krotyszową.
W mgnieniu oka stanął jak wryty, gdyby mógł teraz widzieć się w lustrze, przekonałby się, że twarz jego jest barwy dojrzałego buraka.
Nie pozostawało mu nic innego, jak skłonić się i wyjść — tak mu się przynajmniej wydawało.
Uskutecznił właśnie połowę zamierzonego planu, gdy ujrzał wyciągniętą dłoń pani domu i usłyszał jej głos:
— Dobry wieczór. A gdzież pan zgubił Bubę?
— Hm... najmocniej panią przepraszam — zaczął — ale...