— Wbrew powszechnemu przesądowi jestem zdania, że my, kobiety, łatwiej możemy unikać tego męczącego szablonu moralnego. Po prostu orbity naszych przeżyć nie ocierają się o życie społeczne, o tysiące chropowatości bytu stadowego93, skomplikowanego przez cywilizację. Im bardziej postępuje cywilizacja, tym dalej jesteśmy od świata. Stajemy się anachronizmem w swojej pierwotności, w prymitywizmie naszych jestestw wyłącznie i jedynie fizjologicznych. Sądzę, że dlatego zawsze jesteśmy bliższe prawdy życia.
— Trudno przy pani mówić o prymitywnej naturze kobiety — z galanterią skłonił się Józef.
— O, myli się pan. Nie należy wyrafinowania identyfikować z komplikacją. Pierwsze jest jedynie wyostrzeniem i zróżniczkowaniem, a jeżeli pan woli, intensywną eksploatacją cech posiadanych, wrodzonych, tkwiących w organizmie, podczas gdy drugie uważam za konglomeraty wyhodowane sztucznie, za przeciwstawności logiczne, za antynomie, jakie w organizmie mogą się spotykać tylko w stanie patologicznym.
— W takim razie — uśmiechnął się — natury skomplikowane każe pani uznać za chorobliwe.
— Przypuszczam, że tak. Przy obserwacjach jednak trzeba stosować bardzo gęste sita selekcyjne. Zbyt często bowiem odnosimy wrażenia komplikacji tam, gdzie nie ma nic złożonego poza... złożami sprzecznych snobizmów.
Pokojówka przyniosła kawę i nie krępując się obecnością swej pani, zrobiła do Józefa wyzywające „oko”.
— Kiedyż przyjdzie Buba? — zapytała ją pani Barbara.
— Któż to wie — wzruszyła ramionami dziewczyna — na wszelki wypadek powiedziałam kucharce, by nie spieszyła się z kolacją. Mamy masę zmartwień, proszę pana, z tym Bubą! Nasypać panu cukru?
— Proszę bardzo — bąknął Józef.
— Nie znam ludzi bez snobizmów — mówiła pani Krotyszowa, patrząc na pokojówkę, mizdrzącą się do Józefa — i zdaje mi się, że bez tych brząkadełek, tych kotylionowości i świecidełek przypiętych na poczekaniu do nich, byliby okropnie szarzy i jednostajni. Nie adoruję snobizmu jako czynnika postępu, lecz jako zabawną ozdobę życia.