Drzwi od mieszkania były uchylone, w progu stała Lusia, cała drżąca, z rozrzuconymi włosami, w pidżamie.
— Co się stało?
Chwyciła go za rękę i zatrzasnęła drzwi.
— Wuj! — powiedziała szeptem.
— Co wuj?
— Dostał jakiegoś strasznego ataku... Zdaje się, że zwariował... Boże!
— A gdzie jest?
— Tam, w sypialni...
— A gdzież pani Szczerkowska?
— Też tam... Słyszałam jej straszny, ale to straszny krzyk!... I nie wiem, co robić... Zadzwoniłam do pana...