— Hm... Czy pan nie potrafiłby nakłonić ją, by zgodziła się sprowadzić pielęgniarkę? Wolałbym, by ktoś plus minus obznajomiony z medycyną czuwał nad chorą. Mogą być potrzebne zastrzyki kamfory, a panna Lusia tego nie potrafi.

— Ależ naturalnie, panie doktorze. Zaraz pomówię z narzeczoną.

— To dobrze, ja jeszcze zajdę do tego nieszczęśliwca.

Józef podszedł na palcach do drzwi sypialni. Były przymknięte, lecz przez wybity filong zobaczył Lusię siedzącą przy łóżku na niskim pufie. Szlafroczek jej rozchylił się i Józef szybko się cofnął, gdyż ujrzał małą okrągłą pierś (takiej nie miała żadna kobieta na świecie!). Cichutko zapukał.

Po sekundzie uchyliła drzwi.

— Co takiego? — zapytała szeptem.

— Panno Lusiu — odpowiedział jeszcze ciszej — niech pani pozwoli sprowadzić pielęgniarkę.

Potrząsnęła głową.

— Ależ dlaczego? Przecież pani się strasznie przemęczy przez noc!

— Wujenka nie znosi pielęgniarek. Będę czuwała sama.